wtorek, 17 września 2013

Po Mistrzostwach Polski w Ujeżdżeniu

Mieszane uczucia. To właśnie czuję myśląc o turnieju, który zakończył się we Wrocławiu.

Z jednej strony ekscytacja, bo ujeżdżenie rośnie w siłę. W MP zadeklarowało start 16 par! Gdyby nie zabrakło kilku par GP, stawka osiągnełaby aż 19 par. A jeśli kilka koni z małej rundy dojrzeje, to za rok w MP mogłoby być dobrze ponad 20 par! O ile się nie mylę w Polsce nigdy nie było tyle koni GP jednocześnie. Aż tyle, i niestety tylko tyle, ile dowolny land niemiecki wystawi od ręki i od niechcenia ...

Z drugiej strony targa mną rozterka, że z przejazdów w obu rundach nie jawi się jednolity obraz spójnego i obiecującego systemu szkoleniowego - obok fantastycznych przejazdów były te przeciętne i te, których lepiej nie komentować. Ale to wiemy i o tym czytamy od lat w prasie jeździeckiej. Może nowy system szkolenia, o którym czytamy w oświadczeniu PZJ, coś zmieni ... za 10 lat :)

Cieszy fakt, że część koni było rodzimej hodowli, przygotowanych przez nasze amazonki. Gratulacje! Są to konie bardzo młode, dopiero rozpoczynające karierę. Oby zdrowie im dopisało i za rok powalczyły o laury. Niepokój jednak budzi liczba koni przygotowanych do startów nie przez ich jeźdźców czy amazonki. W procederze zakupu gotowych lub prawie gotowych koni nie ma nic złego. Jest to jeden z lepszych sposobów wyszkolenia zawodnika. Jednak pytanie pozostaje otwarte, czy za kilka lat zobaczymy młode konie przygotowane do poważnych wyzwań przez tych samych zawodników. Bo tylko tym sposobem ujeżdżenie będzie się rozwijało, wzrastało organicznie, bo na rozwój innymi metodami jesteśmy jako naród zbyt ubodzy (większość z nas zdaje sobię sprawę, że kiedy do stajni w Holandii czy Niemczech przyjeżdża Polak to konie z 'małej' stajni pokazuje berajter, a kiedy podjeżdża drogie auto z numerami pisanymi cyrylicą ceny mają o jedno zero więcej a konie z głównej stajni pokazuje nazwisko ze szczytu rankingu FEI).

Podsumowując - umiarkowana radość, nerwowe rozglądanie się i pytanie o 2014 rok - zobaczymy ponad 20 czy raczej bliżej 10 koni w MP? W tym wypadku ilość będzie musiała oznaczać jakość ...

wtorek, 10 września 2013

Czy zawodnik może być uczciwy wobec kupujących konia?

Każdy zawodnik wcześniej czy później stanie przed dylematem - sprzedać czy nie swojego konia. Dzięki sukcesom osiąganym w sporcie trafiają do zawodników rodzice szukajacy koni dla swoich dzieci, amatorzy szukający swojego wymarzonego przyjaciela, pośrednicy i handlarze działający na skalę lokalną czy także tę międzynarodową. Dzięki temu interes się kręci, ujeżdżenie jako sport się rozwija, pojawia się rynek trenerów, usług związanych z jeździectwem (dopasowywanie siodeł, masaże, suplementy, sprzęt, ...) Czy jednak w tym całym zamieszaniu jest miejsce na etykę w biznesie końskim?

Wyobraźmy sobię zawodnika, który w stajni pośród nastu koni ma także tego, który okazał się mniej utalentowany niż zakładano, jest idealny dla amatora, ma dobry charakter, jest zdrowy. Obok tegoż konia stoi drugi, bardzo utalentowany, jednak mniej jezdny, czasami 'odpalajacy wrotki', 'mniej zdrowy w nogi', za to machający kończynami ponad poziom uszu, z ceną tak wysoką jak poziom kopyt w kłusie wyciągniętym ... Nic dziwnego, że właśnie nim interesują się kupcy, szukający konia dla córki, która z kuca ma się przesiąść na pierwszego w swoim życiu konia. Czy zawodnik powinien oczyma wyobraźni zobaczyć dziecko poniesione przez tego drugiego super konia, przerażone i zrażone do jeździectwa na całe życie? Czy powinien wyobrazić sobie co czuje dziecko obwiniające się o to, że ukochany koń zakulał i go boli? A co ze zrujnowanymi marzeniami o starcie na zawodach, do których przygotowywali się od miesięcy czy lat? Czy powinien odmówić sprzedaży konia i zaoferować bardziej odpowiedniego, tego mniej utalentowanego? Czy powinien czuć się odpowiedzialny za dalsze losy każdego konia i kupującego w przyszłości?

Wydaje się, że odpowiedzi są oczywiste ale chyba takie nie są. Ten dylemat kończy się chyba na etapie uczciwego pokazania konia, opisania jego wad i zalet, stanu zdrowia. Być może jeszcze o jeden krok dalej, kończyć się powinien na wyrażeniu opinii o tym dla kogo koń i na jakich warunkach się nadaje i czy zawodniczka sobie poradzi czy nie, jakie ryzyka związane z zakupem widzi.

Ale zawodnik, który należy do wąskiego grona mistrzów, elity, którego nazwisko dzięki sukcesom jest i powinno pozostać synonimem kultury, zaufania i innych wartości kojarzonych z jeździectwem, powinien pójść chyba o jeszcze jeden krok dalej. Kryteria oceny jego uczciwości wobec klientów będą wyśrubowane. Nie może on pozostawić decyzji oraz losów konia i jeźdźca w rękach niedoświadcznych klientów. Musi on na podstawie swojego doświadczenia i oceny ryzyka podjąć decyzję, czasami trudną, i odmówić sprzedaży konia nieodpowiedniemu, niedoświadczonemu czy po prostu nieświadomemu klientowi. Bo jeśli nie on to kto będzie budował zaufanie ludzi niezwiązanych z jeździectwem?

środa, 4 września 2013

O MPMK czyli 'czempionatach' młodych koni ...

Po dłuższej przerwie pora na kilka słów o 'czempionatach'.

Jesteśmy w trakcie tegorocznej edycji MPMK. Za nami skoki. Przed nami pozostałe konkurencje. W tym roku jak i w poprzednich latach 'czempionaty' kojarzyć się będą ze słotą, chłodem, błotem i przeziębieniami. A przecież można zorganizować je wcześniej. Tak jak skok,i inne konkurencje także zasługują na sierpniową imprezę w warunkach sprzyjających nie tylko widzom ale przede wszystkim koniom. Miejmy nadzieję, że zwycięzca przetargu na organizację MPMK w 2014 zaproponuje warunki dogodne do rozegrania zawodów w lecie.

Uczestnictwo w kwalifikacjach do MPMK jako obserwator, członek rodziny zawodnika i właściciel konia pozwoliło mi być świadkiem udręki zawodników startujących w granatowych rajtrokach w 38 stopniowym upale. Czy nie możemy wzorem zachodnich sąsiadów pozwolić zawodnikom startować w eleganckich t-shirtach? Jeśli nie urąga to godności sędziów w Niemczech czy Holandii myślę, że nasi też się nie obrażą :)

Jako właściciel potencjalnego uczestnika MPMK stanąłem przed dylematem, przed którym stawało już przez naście lat MPMK wielu ich uczestników - startować (czytaj płacić) czy nie i dlaczego nagroda za zwycięstwo konia jest wypłacana hodowcy? Szybko przybliżam problem: jestem właścicielem konia, którego wyhodował ktoś inny. Zapłaciłem hodowcy za wynik jego pracy. Przez okres 3 lat łożyłem na utrzymanie konia, trening, starty. Zapłacę wpisowe i boksy MPMK, zapłacę hotel i przejazd zawodnika wraz z koniem. I jeśli się poszczęści mój koń może wygra. Ale połowę nagrody zasłużonej przez zawodnika i właściciela dostanie hodowca! Rozumiem, że dyplom, puchar i flo mu się należą ale nagroda? Ta jest wynikiem treningu i sposobu prezentacji, nagrodą za poniesione koszy. Za wysiłki hodowlane nagrodę hodowca już dostał w postaci zapłaty za konia. Swoją polityką nagradzania PZHK skutecznie zniechęca właścicieli koni wyhodowanych przez innych do startów a promuje starty koni hodowców pod własnym jeźdźcem (czytaj członek rodziny etc). Bo przecież nikt nie ma zamiaru fundować nagród pieniężnych obcym osobom a do tego dochodzi przy dekoracji MPMK. Weźmy przykład hodowcy, który ma 4 letniego konia i musi zapłacić za trening i starty. On dostanie 100% nagrody. Ktoś, kto zajmie miejsce za nim ale nie jest hodowcą konia dostanie 50%. To nie jest sprawiedliwe. Uważam, że PZHK powinno rozważyć przyznawanie nagród jak na każdych innych zawodach. Wtedy podział między zawodnika a właściciela/hodowcę pozostanie umową cywilną pomiędzy nimi.

Na koniec chciałbym poruszyć kwestię kwalifikacji do MŚMK w Verden. A właściwie kwestię decyzji o ich organizacji w dwóch rożnych miejscach, w dwóch rożnych terminach, przy dwóch różnych obsadach sędziowskich. Dzięki takiemu podejściu komisja sędziowska utraciła możliwość porównania dwóch koni o takich samych ocenach żeby wybrać reprezentanta do Verden - nie może ich porównać bo a) są dwie komisje b) w dwóch rożnych miejscach c) w dwóch różnych terminach. Wydaje się, że nie jest to optymalne rozwiązanie. Demotywuje ono zawodników i właścicieli koni i pozostawia miejsce na doszukiwanie się niejasności. A nie ma nic gorszego od braku transparencji w podejmowaniu ważnych dla zainteresowanych decyzji.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Trochę polemicznie o klasycznym jeździectwie ...

W prasie jeździeckiej w ostatnich kilku miesiącach było kilka artykułów dot. wyższości klasyków ujeżdżenia nad ujeżdżeniem sportowym. Ponieważ czytam za mało staram się nadrabiać oglądaniem. Posiedziałem na YouTube, pooglądałem, i chciałem dorzucić kamyczek do polemiki prasowej.

Po poświęceniu trochę czasu na oglądactwo przyznam - nie rozumiem zwolenniczek 'klasyki'. Twierdzą bowiem, że klasyka to a) kultura b) łagodność wobec zwierzęcia c) ideał, do którego trzeba dążyć. W przeciwieństwie stawiane jest ujeżdżenie sportowe jako a) wypaczone b) okrutne dla koni c) komercyjne i przesycone złem.

W publikacjach krzewicielek zapomnianej klasycznej metody przywoływanymi wzorcami są np Nuno Oliveira, Philippe Karl, inni. Poniżej tylko kilka wybranych filmów tych mistrzów klasyki, które mają obrazować kulturę, łagodność, harmonię, impuls, równowagę, kadencję, ... Czyli wszystko to do czego dążymy.

Przywoływany Nuno Oliveira lonżujący konia na sztywnym 'patencie' - koń nie może głowy ani opuścić ani podnieść, ewidentnie próbuje opuścić szyję ale blokuje go górny pasek a wypinacze zwisają (i odwrotnie kiedy głowę podnosi) - patent stosowanych przez naszych rodzimych trenerów starszej daty, przejęty w latach 70/80 od kolegów z ZSRR, nie opisywany w literaturze zachodniej jako przyjazny koniom środek treningowy dający oczekiwane rezultaty zgodne ze skalą treningową: 

Tenże sam Nuno Oliveira galopujący na koniu w mini hali:
Przy całej dobrej woli trudno jazdę w miejscu nazwać przyjazną koniowi. Koń pracuje na bardzo ostrym długim munsztuku, jeździec ma długie ostrogi. Koń galopuje wyraźnie bez impulsu, galop pozbawiony harmonii. Koń w kontrgalopie wyraźnie krzywy, zmiana pozbawiona obszerności i naturalnego skoku galopu. Warto podkreślić, że smutna muzyka idealnie oddaje charakter tej prezentacji klasycznej szkoły.

I dalej na innym koniu:
Zaczyna się od 'ciągu' bez ruchu do przodu (!) - ciężko uznać to ćwiczenie za przyjazne koniowi, naturalne dla jego biomechaniki. Łydka jeźdźca cały czas przyłożona, żeby nie powiedzieć ostroga wbita w bok konia - ponad 24 sekundy! Dalej widzimy kilka minut pracy konia w bardzo dużej fleksji szyi, co najmniej 'deep and round' ... Objawem dyskomfortu jest wyciekająca obficie ślina z pyska konia i kłapanie zębami. Łydki cały czas bardzo przyłożone, ruch do przodu zablokowany, brak dążności do przodu, o potrzebie której pisali wszyscy klasycy...

Wyższa szkoła w wykonaniu Nuno Oliveira:
Jeździec rzuca się po siodle, pomoce do zmiany bardzo widoczne, koń poza kontaktem i ustawieniem, niespokojna głowa. Dalej ni-to mała wolta ni-to piruet roboczy ... Piaff wykonywany z odwrotnie ustawioną szyją co jest nienaturalne / niezdrowe dla konia, o czym wiedzą wszyscy, którzy byli na wykładach dr Heuschmana. Ewidentnie widać, jak jeździec regularnie pobudza konia ostrogą, jak robią to współcześni jeźdźcy. Dalej zmiany co tempo na innym koniu - uwagi jak poprzednio ale dochodzi duże zarzucanie konia na boki co świadczy o braku zebrania i niewłaściwym przygotowaniu ćwiczenia. Kłus wyciągnięty z aktywnym zadem ale zbyt mało obszerności w ruchu - zbyt małe przekraczanie śladów przednich nóg przez zadnie. Dalej cyrkowe skakanie przeszkody z zawiązanymi oczami bez rąk. I w końcu następny koń w pasażu - koń zarzuca nogami na boki na skutek niewystarczającej dążności do przodu. Dalej lotne zmiany co tempo z błędami zadem, zarzucane na boki. W trzeciej minucie zaczynają się ciekawe ćwiczenia w galopie, praktycznie w miejscu, koń zmienia rytm, szukając równowagi zmienia zadnie nogi w galopie, wciśnięty na siłę w kąt hali zaczyna półkroki w piafie walczy z ręką otwiera pysk, etc. Gdzie tutaj harmonia i piękno, którego brakuje ponoć ujeżdżeniu sportowemu?

A tutaj dla chętnych cały pokaz łącznie ze sztuczkami typu galop w miejscu i do tyłu, wciskanie konia w ściany przy aktywnych łydkach i ostrogach, w piafe łydki niemal na słabiźnie, piaf do tyłu, koń otwierający pysk, przekrzywiajacy i machający głową, w piruetach roboczych koń 'dotykany' machnięciem bacika w głowę od zewnętrznej strony - a co z dobrostanem konia? Czy w trakcie nauki wystarczyło 'pykanie' bacikiem czy może potrzeba było większego zdecydowania?

Dla odmiany Philippe Karl kiedy jeździł pod okiem trenerów w Saumur: 
Filmik można pokazywać adeptom ujeżdżenia w celach szkoleniowych - przyzwoity poziom europejski sprzed nastu lat (rozwój ujeżdżenia i właśnie zakończone ME podniosły poprzeczkę). Po obejrzeniu zakupionych płyt DVD Philippe Karl'a muszę z przykrością napisać, że założona przez mistrza Karl'a szkoła Legerete i jej rezultaty to już jednak nie jest Saumur ...

Na koniec przykład karykatury ujeżdżenia z sekciarską nadbudową - szkoła przywołana jako kultywująca kulturę i klasykę: 
Pozostawię to bez szerszego komentarza.

Oczywiście czepiam się! Tak, ale tylko dlatego, że ujeżdżenia sportowego czepiają się osoby, które coś czytały, coś słyszały, którym chyba nie chciało się otworzyć YouTube. A jeśli oglądały te filmy to musiały widzieć to co chciały zobaczyć.

Podsumowując - żeby mówić o klasyce nie wystarczy jeździć z witką zamiast bata i trzymać ją pionowo. Nie wystarczy założyć kapelusz, kupić barokowe siodło i wydłużyć strzemiona. Klasyczne jeździectwo to musi być coś więcej! A może po prostu klasyczne jeździectwo to współczesne ujeżdżenie sportowe tylko w wersji 'mniej'? Tak jak sprint 100 lat temu był wolniejszy i biegano inną techniką, jak skok w dal i wzwyż? Jak kolarstwo? Jak rzut oszczepem i gimnastyka sportowa? I wszystkie inne dyscypliny sportu?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Etyka zawodnika a przepisy i regulaminy PZJ

Do poruszenia tej kwestii zainspirowały mnie kontrowersyjne zdarzenia ostatnich miesięcy na styku zawodników i PZJ. Miały one miejsce pod kierownictwem zarówno poprzedniego jak i aktualnego Zarządu. Aby uniknąć niepotrzebnych emocji chciałbym się skupić na aktualnej sytuacji formalnej systematyzującej styk relacji zawodnik a PZJ, która moim zdaniem jest źródłem wielu problemów.

W ramach struktur PZJ powołano Komisje poszczególnych dyscyplin, w tym Komisję ujeżdżenia z Menadżerem Komisji. Na stronie www.pzj.pl nie znalazłem żadnych dokumentów formalnych regulujących pracę komisji (cel, zakres praw i obowiązków, tryb pracy, proces decyzyjny w ramach organów PZJ, etc.) Natomiast w "Regulaminie powoływania zawodników do kadry narodowej ..."jest wskazana osoba decydująca o witalnych sprawach dla zawodników - Menadżer Dyscypliny. Poza sprawami dot. reprezentowania barw narodowych na Olimpiadzie, Mistrzostwach Europy etc, zatwierdza on także (po weryfikacji spełnienia warunków regulaminowych) zgłoszenia na zawody międzynarodowe, a także ma pełnię władzy dot. ew. odstępstw od Regulaminu w zakresie kwalifikowania zawodników do Kadry Narodowej (zatwierdzana przez Zarząd PZJ) i do składu reprezentacji na imprezy międzynarodowe rangi niemistrzowskiej. Wobec tak ważnych zadań Menedżera Dyscypliny rodzą się następujące pytania:
- Czy Menadżer Dyscypliny Ujeżdżenia i Komisji Ujeżdżenia to ta sama osoba?
- Jak wygląda rola, zadania i prawa Komisji wobec zdefiniowanych w Regulaminie zadań, obowiązków i praw Menadżera Dyscypliny/Komisji?
- Jakie prawa ma Menadżer Dyscypliny/Komisji wobec odstępstw od wymogów regulaminowych w zakresie zawodów krajowych?

We wszystkich dokumentach regulujących współzawodnictwo sportowe jest mowa o etycznym postępowaniu z koniem. W żadnym dokumencie nie znalazłem zasad i wartości, którymi zawodnik powinien się kierować we współzawodnictwie czy w trakcie reprezentowania kraju na Olimpiadzie czy Mistrzostwach Europy. W br. Zarząd PZJ przygotował i zatwierdził Kodeks Etyki.

http://pzj.pl/uploads/59447903-b17c-1090.pdf

Jest to znaczący krok w kierunku usystematyzowania ww. obszaru odpowiedzialności zawodników, osób oficjalnych, Związku, ... Chciałbym jednak zwrócić uwagę na ważne kwestie dotyczące wdrożenia w życie tegoż Kodeksu.

Dokument w części "Dobre praktyki ..." wskazuje na konieczność przestrzegania przez "osoby uczestniczące w jeździeckich imprezach sportowych" zasad 'fair play'. I tu dwie ważne kwestie:

  1. jak wynika z ostatnich incydentów 'fair play' zaczyna się czasami w Biurze PZJ, dlaczego nie objąć tymi i innymi zasadami Kodeksu Biura PZJ? 
  2. Kodeks powołuje się na zasady 'fair play' jednak ich nie definiuje! Skąd zawodnik ma wiedzieć co to jest 'fair play'? Taka konstrukcja powoduje, że dokument jest niepraktyczny i niemożliwy do egzekwowania.

Kodeks wskazuje jasno na obowiązek przestrzegania przepisów przez "wszystkie osoby związane z jeździectwem: zawodników, szkoleniowców, luzaków, sędziów, komisarzy, lekarzy weterynarii i innych." Dlaczego nie wskazano samego PZJ i Biura?

Podobnie zapisy dot. konfliktu interesów obligują tylko osoby oficjalne. 

  1. A co z pracownikami i osobami działającymi w ramach PZJ - współzawodnictwo czasami zaczyna się lub kończy decyzjami w Biurze PZJ na wiele dni przed faktycznymi zawodami? 
  2. Czemu pominięto zawodników, szkoleniowców, luzaków i zagrożenia płynące z konfliktów interesów ich dotyczących?

Generalnie w preambule dokumentu napisano: "Kodeks Etyki jest zbiorem zasad służących pomocą zawodnikom, osobom oficjalnym w rozumieniu Przepisów Ogólnych Polskiego Związku Jeździeckiego oraz innym osobom związanym z jeździectwem w rozstrzyganiu problemów etycznych ..." I dalej:

"1. Polski Związek Jeździecki i jego członkowie odpowiadają za stworzenie i wdrożenie przepisów związanych z jeździectwem, tworzenie kalendarzy i programów zawodów, a także kształcenie i ocenę osób oficjalnych oraz rozstrzygają spory.
2. PZJ ma obowiązek promować poszczególne dyscypliny jeździeckie i dbać o ich atrakcyjność zarówno dla widzów, jak i zawodników.
3. PZJ ma obowiązek w sposób wyważony, bezstronny i rzetelny przedstawiać incydenty i zaszłości mogące wpływać negatywnie na wizerunek polskiego jeździectwa, a także kształtować zachowania i schematy umożliwiające zapobieganie kolejnym."
A co z etyką i fair play w samym PZJ? Czyżby był organizacją wolną od potencjalnych problemów etycznych?


Następnym problemem jest zapis Kodeksu dot. zachowań nieetycznych - definiuje on następujący katalog niewyczerpujący wszystkich możliwych zachować nieetycznych:
"a) wykroczenia i przestępstwa popełnione umyślnie,
b) wykroczenia przeciwko Kodeksowi Dobrego Postępowania z Koniem,
c) wszelkie formy korupcji,
d) nadużywanie alkoholu oraz używanie środków dopingujących,
e) niewłaściwe zachowanie wobec innych osób,
f) oszustwa"
Co to jest niewłaściwe zachowanie wobec innych osób i co oznacza 'innych'? Czy korupcja, oszustwo nie są wykroczeniem lub przestępstwem? Co z naruszeniami Kodeksu Etyki i zasad 'fair play'? Czyż z takiej konstrukcji nie wynika, że PZJ stworzył Kodeks Etyki, który stwierdza, że naruszenia etyki nie są naruszeniami Kodeksu Etyki?

Warto wspomnieć, że Kodeks Etyki PZJ nie powinien definiować zobowiązań osób trzecich - oczekiwanie od mediów rzetelności i obiektywizmu jest słuszne ale niemożliwe do skutecznego wprowadzenia w tym dokumencie. Działanie mediów leży poza zakresem sprawczym Kodeksu.

Wprowadzając Kodeks Etyki trzeba zadbać o skuteczne wdrożenie jego zapisów w życie. Obawiam się, że z punktu widzenia porządku prawnego, bez dodatkowych kroków formalnych wprowadzony niedawno Kodeks nie może być egzekwowany od osób nim objętych. Kodeks i zasady w nim ujęte muszą stać się integralną częścią przepisów wszystkich dyscyplin (i nie tylko dot. rozgrywania zawodów bo etyka powinna działać także poza zawodami) a na dzień dzisiejszy są bytem samodzielnym, niejako obok, a przepisy ignorują jego istnienie.

W zakresie wprowadzenia Kodeksu w życie brakuje mi także mechanizmu swoistego 'kontraktu' pomiędzy zawodnikiem a Związkiem. Zawodnik ubiegając się o licencję powinien potwierdzać, że się z zasadami Kodeksu Etyki zapoznał, że będzie się świadomie do nich stosował, że podda się odpowiednim procedurom wyjaśniającym i karnym w wypadku złamania zasad etycznych i fair play. Co więcej, moim zdaniem te i inne, bardziej szczegółowe zasady obowiązujące reprezentanta kraju powinny stać się częścią kontraktu z zawodnikami Kadry Narodowej i pozostałymi, którzy otrzymują jakiekolwiek formy wsparcia ze strony PZJ. Tak funkcjonują inne związki sportowe, takie kontrakty sprawdzają się w wypadku relacji sponsorskich w sporcie, i wydaje się, że w wypadku jeździectwa nie ma przesłanek aby stosować odmienne rozwiązania. Jeśli zawodnik będzie miał napisane czarno na białym, jakie są jego obowiązki i skutki finansowe łamania uzgodnionych reguł (np. zwrot części kosztów startu, transportu, szkoleń), prawdopodobnie nie będzie wzajemnych oskarżeń i wątpliwości, a łamanie zasad i dobrego obyczaju nie będzie przychodzić tak łatwo ...

W końcowej części Kodeks sankcjonuje kary za jego naruszenia: "Osoby nie stosujące się do niniejszego Kodeksu mogą być ukarane przez Zarząd PZJ zawieszeniem uprawnień, ich odebraniem, wykluczeniem bądź niepowołaniem do kadry PZJ." Wydaje się, że:

  1. zapis "mogą być ukarane" pozostawia niedopuszczalną uznaniowość - Zarząd jednych winnych ukara i innym odpuści? Czy o to chodziło autorowi? Jakie będą kryteria uznaniowości? Zasada wina-kara powinna być niekwestionowana ...
  2. zapis ten stoi w sprzeczności z licznymi zapisami innych regulacji PZJ a możliwe, że także przepisów prawa - bez zmiany wewnętrznych przepisów PZJ i dopasowania tego zapisu (zawężenie katalogu kar) do przepisów prawa wydaje się on nieskuteczny przez co uniemożliwia skuteczne egzekwowanie Kodeksu w wypadku jego naruszeń.

Na sam koniec chciałbym poddać pod ponowną rozwagę wartość wskazaną zaraz za fundamentalną dla etyki i sportu 'uczciwością' - 'lojalność'. Wobec kogo osoby oficjalne, zawodnicy, szkoleniowcy mają być lojalni? Wobec siebie, rodziny, koni, sponsorów? Czy wobec związku? Czy nie lepiej zastąpić lojalność wartością bardziej adekwatną do sportu, choćby wiernością zasadom fair play?

Nie mam ambicji zostania 'uzdrawicielem' PZJ. Pozostawiam to kompetentnym osobom tam zatrudnionym. Wierzę w ich wiedzę, doświadczenie i dobrą wolę naprawy sytuacji. Mam nadzieję, że powyższe argumenty pomogą w znalezieniu najlepszej drogi wprowadzania optymalnych usprawnień sytuacji Związku.

środa, 21 sierpnia 2013

Czy facet ma szanse być dobrym ujeżdżeniowcem?

Nie mam zamiaru wchodzić w polemiki dotyczące płci i być posądzonym o szowinizm. Ale ...

1. Z natury facet jest mniej empatyczny niż kobieta;
2. Wielkość i tonus mięśni powoduje, że najdelikatniejsze działanie ręką czy łydką 'chłopa' będzie zawsze dużo silniejsze niż dotyk kobiety;
3. Facet działa w trybie zadaniowym co narzuca mu raczej podejście linearne, zależy mu na efekcie końcowym i często ma tendencję do działania 'po trupach', nie lubi odstępst od zasad, a kobieta przywiązuje większą wagę do samego procesu i jego przebiegu, końcowy efekt nie musi być idealny jeśli proces dochodzenia daje satysfakcję, jest bardziej elastyczna w działaniu, zasady są raczej wskazówkami a nie sztywnymi regułami;
4. Mężczyźni szukają reguł i działają 'co do zasady', uogólniają, szukają sposobów radykalnej zmiany, natomiast kobiety przywiązują większą wagę do detali i indywidualizmu, nie frustruje ich brak reguł, przerwy czy konieczność powrotu do wcześniejszych etapów działania, nie unikają ciągłego poprawiania małymi krokami;
5. Samce nie unikają konfrontacji a niewiasty wolą wykorzystać wszelkie sposoby przekonania do swoich racji i osiągnięcia oczekiwanych rezultatów niekonfrontacyjnymi sposobami;
6. Kobiety są precyzyjniejsze w działaniu manualnym, lepiej odczytują mowę ciała innych istot żywych, lepiej radzą sobie ze żmudnym długotrwałym procesem samodoskonalenia, nie zniechęcają się tak łatwo (są uparte?).

Oczywiście powyższe porównania są a) wybiórcze b) tendencyjne c) ougólniają cechy płci. I zaraz podniesie się burza argumentów, że są nieprawdziwe lub krzywdzące. Ale nie o to chodzi. Poza tym są pejoratywne dla nas samców więc drogie panie - nie ma o co się obrażać :) Generalnie dzięki tym różnicom łączymy się w pary, żyjemy w związkach i wychowujemu dzieci od tysięcy pokoleń. I dzięki nim właśnie kobiety lepiej sprawdzają się w kontaktach z końmi!

A co z facetami, którzy chcą jeździć? Nie pwoinni się smucić, bo jak zawsze są wyjątki od zasad. Ale muszą zdwać sobie sprawę, że we współczesnym jeździectwie ci wyjątkowi faceci na topie rankingów są po prostu 'bardzo wrażliwi', żeby nie powiedzieć delikatni jak kobiety! I ponieważ mają mieszankę cech męskich i żeńskich zyskują przewagę nad płcią zarówno silną jak i piękną! A niewrażliwi troglodyci, samce z krwi i kości, są niestety na straconej pozycji i grzeją tyły. Genralnie ujeżdżenie to sport dla kobiet i .. rowerzystów ;)

Na pocieszenie pozostaje nam konstatacja, że samcom lepiej wychodzi planowanie i prowadzenie treningu, zarówno kobiet jak i koni. Przynajmniej tak nam się wydaje ...

wtorek, 20 sierpnia 2013

Turniejowe ćwiczenie łopatką do wewnątrz w kłusie - jak jechać żeby dostać 8?

Ćwiczenie, które ciągnie się przez wszystkie konkursy od 'średniej szkoły' jest królową wszystkich ćwiczeń, fundamentem współczesnego jeździectwa. Jak wykonać je poprawnie żeby dostać 8 pkt?

Pewnie najlepszym sposobem żeby się tego dowiedzieć jest podpatrzeć renomowanych zawodników na międzynarodowych zawodach. Jeśli ktoś dostanie 8 czy 9 pkt to znaczy jest na kim się wzorować. Ale ...

Na międzynarodowych zawodach znane nazwiska aby uzyskać 8-9 pkt za łopatkę do wewnątrz zasuwają ruch na 4 śladach :( Do tego konie krzyżują zadami nawet jeśli idą na 3 śladach. Nie wdając się w dyskusje definicyjne - co to za ruch? Czy to jest łopatka czy ustępowania od łydki na śladzie? Różnice pomiędzy ruchami są trzy:

Łopatka do wewnątrz                                30 stpni      3 ślady    kończyny zadnie na wprost
Ustępowanie od łydki na śladzie               35 stopni    4 ślady    kończyny zadnie krzyżują

 
Klasycznie z Wiednia - łopatka czy ustępowanie?


Znani zawodnicy na dużych zawodach zamiast łopatki ewidentnie jadą ustępowanie od łydki! Zachęcam do obejrzenia na youtube znanych nazwisk w St.Georg czy Inter ... A sędziowie nic im nie piszą w protokołach, dają wysokie noty i wszyscy są zadowoleni!

Temat już się zaczął pojawiać na międzynarodowych forach środowiska ujeżdżeniowców i w prasie jeździeckiej ale pytania pozostają otwarte:
Co jechać na zawodach - łopatkę czy ustępowanie?
Jechać łopatkę i skazać się na 6,5 czy raczej ekspresyjne ustępowanie od łydki?