piątek, 18 października 2013

Rytm i tempo muzyki - najważniejszy i najtrudniejszy element budowy Kur'u

Postanowiłem poruszyć temat, z którym wsześniej czy później zderzy się każdy ujeżdżeniowiec - jak zbudować poprawny, a może i wybitny Kur.

Na początku warto ustalić ramowe podejście do tematu:

1. Zapoznanie się z katalogiem stosowanych w Kur'ach figur w poszczególnych lekcjach dopuszczonych do danego programu
Dla każdego programu jest przewidziany katalog ruchów, które będą przez sędziów oceniane. Jednak nie możemy zapomnieć, że o punktacji będzie decydować nie tylko ocena wykonania samych ruchów ale wartość techniczna i artystyczna Kur (niebawem FEI opublikuje katalog współczynników trudności dla stosowanych kombinacji). Składniki artystyczne (choreografia, dobór muzyki) pozostawiam na inną okazję. Tutaj podkreślić muszę, że zwykle to trudność figur wkomponowanych w choreografię decyduje o kolejności na podium. Dlatego na początku drogi zastanówmy się, popytajmy, lub wręcz poszukajmy na youtube inspiracji w jakich kombinacjach warto pokazać oceniane ruchy. I nie wolno nam zapomnieć, że dla większości programów mamy katalog ruchów zabronionych!

2. Ustalenie, które figury będziemy wbudowywać w Kur
Wybór figur nie może być przypadkowy. Powinniśmy się kierować zasadą, iż stosoujemy kombinacje, które dla naszego konia nie będą nastręczać trudności, a jednocześnie uwypuklą jego mocne strony. A jeśli się przyłożymy do tego ćwiczenia dobrze, to uda się nam dobrać układy ruchów, które wręcz ukryją słabe strony naszego wierzchowca przed sędziami!

3. Weryfikacja możliwości wykonania przez konia wybranych figur na czworoboku
Zanim zainwestujemy czas i ew. pieniądze w przygotowanie muzyki, upewnijmy się, że nasz wybór był optymalny, że nie stawiamy przed sobą i koniem zadań zbyt trudnych, które pogrążą nas w oczach sędziów. Pamiętajmy, lepiej wykonać prostą kombinację na 7 niż skomplikowany układ ruchów na 5,5!

4. Ustalenie tempa bazowego dla poszczególnych ruchów i chodów
I tu zaczynają się schody ... Mamy trzy chody: stęp, kłus, galop. Dla każdego z nich, niestety, kilka temp, które najprawdopodobniej przyjdzie nam uśrednić. Ale do rzeczy. 

Poniższa tabela przedstawia typowe tempa ruchów konia Grand Prix:

   Stęp 102-118 BpM

   Kłus zebrany 124-140 BpM
   Kłus wyciągnięty 130-150 BpM
   Pasaż 104-112 BpM
   Piaf 108-120 BpM

   Galop 88-98 BpM
   Galop wyciągnięty 90-104 BpM (sa przypadki powyżej 130!)
   Piruet 64-82 BpM

Czyli nawet w ramach jedenego chodu mamy znaczące zmiany tempa. Do tego należy dołożyć zmiany tempa w chodach bocznych, które u wielu koni są znaczne!

Podstawą skali jeździeckiej jest rytm i jego regularność. Błędy i nieczystość rytmu od razu są widoczne na tle muzyki. Dlatego musimy zmierzyć zmiany tempa z jakim porusza się nasz koń i spróbować poszukać 'średniej' jego wartości per chód w różnych ćwiczeniach.

Jak ustalić optymalne tempo? 
A. Nagrajmy naszego konia w trakcie treningu i spokojnie w domu przy wykorzystaniu metronomu poszukajmy pierwszego przybliżenia tempa.
B. Możemy zainstalować sobie jeden z darmowych dostępnych programów emulujących funkcje metronomu na smartfony i w czasie treningu próbować jeździć z metronomem szukając dokładniejszej wartości optymalnego tempa dla kadencji właściwej naszemu koniowi i jego wytrenowaniu.

Po kilku dniach będziemy mieli już dobre pierwsze przybliżenie optymalnej wartości.

5. Dobór muzyki
Tutaj będą do rozważnia trzy kwestie:
A. Metrum utworu muzycznego - dla wszystkich trzech chodów stosujemy metrum 2/4, 4/4, dla galopu można próbować metrum walca 3/4 ale jest to bardzo trudne do idealnego zgrania, ponieważ galop wbrew przepisom PZJ jest chodem na cztery a ńie trzytaktowym (o czym pisałem na łamach Konia Polskiego)
B. Charakter utworu - najlepiej sprawdzają się w oczach sędziów utwory neutralne (wyłączam tu ścisłą światową czołówkę bo zakładam, że na dzisiaj nikt z moich czytelników nie będzie bazując na tym materiale przygotowywać Kur'u na Olimpiadę), bez zbyt narzucającego się charakteru, np: muzyka filmowa, z dłuższymi frazami bez metrum, które to miejsca idealnie pozwalają wkomponować w choreografię elementy ze znaczną zmianą rytmu czyli piruety w galopie i piaf.
C. Metrum utworu - dla koni na początku poszukiwania właściwej kadencji szukamy następujących wartości tempa:
   Stęp - okolice 105 BpM
   Kłus - 145 BpM
   Galop - 95 BpM

Zasada im bliżej jest tempo utworu wcześniej ustalonego tempa konia tym lepiej, ponieważ dostosowanie tempa muzyki programami komputerowymi nie może przekroczyć 5-10%. W przeciwnym razie nie uda się uniknąć wyczuwalnego dla każdego niewprawnego ucha efektu nienaturalnego obniżenia lub podwyższenia dźwięków.

Jako ważną wskazówkę trzeba mieć w pamięci cel nadrzędny przy wyborze utworów - ich spójność estetyczną. Niech będzie to ta sama orkiestra ub zespół, podobna aranżacja, jednolity charakter muzyczny. Miły i łagodny dla ucha dźwięk, który nie będzie irytował nikogo na widowni i budce sędziowskiej!

6. Ustalenie choreografii do muzyki
Wbrew pozorom - chyba najtrudniejszy krok techniczny. Jak połączyć w idealną całość wybrane kombinacje ruchów, dopasowując się do fraz wybranych utworów? Nie ma złotej zasady, ale kilka sprawdzońych reguł:
A. Wjazd stępem jest nieco frapujący, łatwy, nie naraża nas na złe pierwsze wrażenie słabym wykonaniem wjazdu galopem ... Łatwo do niego dobrać interesujące intro!
B. Nie dzielmy lekcji w galopach, niech stanowi jedną całość, lekcja w kłusach może być podzielona - część przed a część po galopach, lekcja stępu sprawdza się po galopie kiedy koń już nieco się zmęczył i rozluźnił
C. Unikajmy pustych przebiegów - jeśli po ukończonej kombinacji musimy przejechać kilkadziesiąt metrów do rozpoczęcia następnego ruchu wkomponujmy w to miejsce powtórzenie jakiegoś ćwiczenia, choćby dodanie lub inny dozwolony ruch nawet nie oceniany w ramach programu, bawmy się choreografią szukając dopasowania do fraz muzycznych tego 'pustego' przebiegu
D. Zaczynajmy ćwiczenia zgodnie z frazą muzyczną a nie w połowie taktów
E. Unikajmy dziwacznych układów typu ciąg równolegle do krótkiej ściany - już ktoś to sprawdzał takie cuda przed nami i w oczach sędziów się to nie sprawdziło ...
F. Unikajmy kombinacji wymuszających przycinanie muzyki co kilkanaście sekund - to bardzo drażni, wszyscy chcemy zobaczyć harmonijny przejazd do utworu a nie 'sieczki' - to nie dyskoteka
G. Nie czujmy się związani literami czworoboku jednak nie jest to 'piaskownica' - żaden sędzia nie zrozumie dodania pomiędzy A i B ...

7. Ostateczne poprawki do choreografii, tempa i montażu muzyki
W zmontowany Kur'u trzeba się wjeździć. Zajmuje to zwykle kilka dni. Potem trzeba nagrać przejazd i skorygować dopasowanie tempa muzyki do kadencji konia. Czasami trzeba przesunąć miejsce rozpoczęcia wjazdu, dodać w środku przejazdu małą woltę, itp. Z reguły po dwóch turach poprawek Kur jest gotowy można ryzykować pierwszy start. Sprawdzoną praktyką jest zmontowanie kilkunastu utworów z dostosowanym tempem do stępa, kłusa, galopu i jeżdżenie do nich na codzień. Poprawia to regularność konia i kontrolę nad tempem.

Powyższe podejście powinno się sprawdzić w 95% przypadków. 

Powodzenia

środa, 16 października 2013

Cennik PZJ na 2014 - podwyżki, bez zmian czy może zniżki?


Obejmując kierowanie PZJ nowy Zarząd deklarował, że w trakcie roku przeanalizuje możliwość zmiany sposobu finansowania PZJ. Wynik prac miał znaleźć swoje odbicie w wysokości opłat ponoszonych przez członków i zawodników na rzecz PZJ. Dlatego z niecierpliwością czekamy na nowy cennik 2014, który obejmuje aktualnie m.in. drakońskie i niczym nieuzasadnione opłaty z tytułu zmiany barw klubowych.

Dla przypomnienia - kwestia była już opisywana szeroko w prasie jeździeckiej: zawodnik zmieniający klub zobowiązany jest do uiszczenia opłaty za zmianę barw na rzecz PZJ. Kwota zobowiązania wobec Związku jest uzależniona od klasy sportowej i długości okresu przynależności zawodnika do poprzedniego klubu sportowego. 

Kuriozalność sytuacji można zobrazować przykładem - wyobraźmy sobie uzależnienie wysokości opłaty urzędowej za wydanie nowego dowodu osobistego od a) długości posiadania poprzedniego dowodu osobistego z poprzednim adresem  oraz b) faktu, czy uczęszczając do szkół danego samorządu otrzymałem wykształcenie podstawowe, średnie czy wyższe. Sic! Przecież koszt wydania nowej licencji PZJ jest ten sam niezależnie od tego, czy zawodnik przedłuża ją bez zmiany klubu czy ze zmianą. Składany jest formularz a następnie wydawana plastikowa licencja, i tyle! Jaką logiką PZJ jest w stanie uzasadniać dalsze ew. pobieranie haraczu w wysokości kilkuset złotych za zmianę barw klubowych na wydawanej licencji sportowej – nie wiem.


Zbliża się koniec roku, okres, w którym wszystkie organizacje przygotowują swoje budżety na rok 2014. Dlatego zwracam się z otwartym pytaniem, czy Zarząd nie zapomniał o składanych obietnicach w zakresie finansów Związku. Czy w końcu po wielu latach oczekiwania i wysłuchiwania obietnic doczekamy się obniżenia składek licencyjnych oraz likwidacji haraczu związkowego przy zmianie barw klubowych? Jak Zarząd PZJ realizuje obietnice wyborcze czas pokaże, chociaż ostatnie doniesienia prasowe dot. wyboru organizatora MP nie napawają optymizmem ... 

wtorek, 8 października 2013

Z życia PZJ - nowe zasady uzyskiwania uprawnień instruktorskich i trenerskich …

Wow, jak mówi młodzież. Tajemniczy ZDSSZ (domyślam się, że jest to powołany uchwałą Zarządu PZJ Zespół Szkoleniowy) przygotował 'zasady uzyskiwania uprawnień instruktorskich i trenerskich'. Od dłuższego czasu przyglądam się z zaciekawieniem tej inicjatywie. Tym bardziej, że jak zapowiadał swego czasu nowy Zarząd PZJ miało być 'inaczej'. Miało być bardziej profesjonalnie, przejrzyście, wszyscy zainteresowani mieli być zaangażowani, etc. I tak zgodnie z opublikowanym protokołem spotkania Zespołu z czerwca 2013 czytamy, że 'Zespół zdecydował, iż poszczególne podzespoły w trakcie swoich prac będą miały możliwość dopraszać specjalistów z danej dyscypliny (sportu - dopisek autora).' Wydaje mi się, że tworząc Zespół mający pracować nad fundamentalnymi zmianami w systemie szkolenia należy zadbać o to, żeby w jego pracach uczestniczyli:

  1. metodycy szkolenia sportowego, którzy posiadają dogłębną wiedzę o możliwych rozwiązaniach organizacyjnych, systemowych, metodycznych, ich wadach oraz zaletach, etc. - znajdziemy ich łatwo na uczelniach … ;
  2. sami zainteresowani - czyli popularne konsultacje społeczne ze środowiskiem - w dzisiejszych czasach wystarczy proponowane akty prawne, materiały szkoleniowe, etc. opublikować w internecie i usłyszeć informację zwrotną, a ta na pewno się przyda zanim uruchomiona zostanie machina wdrożeniowa.

Tymczasem powołany 15 maja Zespół spotyka się już miesiąc później w czerwcu (sic!) i zatwierdza jako podręcznik PZJ materiał przygotowany (domniemam dużo wcześniej) przez swojego Przewodniczącego. I tu rodzą się pytania:

  1. Co z poprzednim podręcznikiem przygotowanym przez poprzednie zespoły PZJ i ich Przewodniczącego (Akademia Jeździecka)?  Czy wiedza zebrana z podręczników niemieckich się zdezaktualizowała? 
  2. Co z przetłumaczonymi podręcznikami niemieckiej Federacji jeździeckiej autoryzowanymi przez PZJ? Czy wiedza wystarczająca do rozwoju kadr niemieckich jest rzeczywiście niewystarczająca dla naszych rodzimych zastępów szkoleniowych?
  3. Czy nowy system egzaminacyjny będzie wymagał zaznajomienia się z nowym podręcznikiem? Czy będziemy za niego płacić czy będzie udostępniany nieodpłatnie przez Autora/PZJ?
  4. Czy Zespół nie powinien dołożyć więcej starań i opracować wspólnymi siłami nowy system i podręcznik? Czy Zespół nie idzie na łatwiznę akceptując na pierwszym spotkaniu gotowy materiał i punkt widzenia w nim zawarty właściwy autorowi, niezależnie jak dobry jest to materiał (zaznaczam, że nie znam materiału, ponieważ nie został on ujawniony zainteresowanym stronom)?

Na tym samym spotkaniu Zespół powołuje do Podzespołów dot. metodologii szkolenia (teoria i praktyka) znanych zawodników i trenerów. Jestem pełen szacunku dla osiągnięć sportowych i trenerskich zaangażowanych osób, ale podobnie jestem przekonany, że nie mają one dogłębnej i niezbędnej wiedzy o dostępnych, sprawdzonych, nowoczesnych metodykach szkolenia, których badaniem zajmują się specjaliści. Oczywiście, mają (lepszą lub gorszą) wiedzę o systemach szkolenia w Niemczech, Holandii, etc., oraz własne doświadczenia. Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że nie jest to wystarczające do pracy koncepcyjnej nad tak ważnymi dla rozwoju jeździectwa w Polsce dokumentami.

W trakcie swoich prac w czerwcu Zespół rozważa także zgłoszony wniosek, aby włączyć do praktyki metodologii szkolenia opinię promotora, ilość i wyniki wychowanków szkoleniowca. Zakładanym kryterium oceny pracy instruktorskiej będzie wynik podopiecznych. Założenie na pierwszy rzut oka oczywiste i konieczne. Jednak już nie jeden system na takim założeniu upadł - jak poradzimy sobie z setkami zrujnowanych marzeń o jeździeckiej karierze dzieci, być może złamanymi rękami (oby nie poważniejszymi kontuzjami) podopiecznych instruktorów, którzy usilnie próbują mieć osiągnięcia szkoleniowe ale niestety nie mają do tego podstaw? Jeśli to ma być podstawowe (cyt. jedyne) kryterium, to będziemy mieli setki kiepskich instruktorów ŹLE uczących dzieci jeździć na poziomie podstawowym!

Jak czytamy, cały system ma być oparty na relacji Mistrz-Uczeń, a jego wdrażanie ma bazować na regionalnych Kapitanach, którzy będąc wtajemniczonymi w nowy system będą czuwać nad jego poprawnością. Nadrzędnym celem tego kroku ma być ujednolicenie systemu. I tutaj mamy wewnętrzną sprzeczność całej misternej konstrukcji. Bo jeśli będziemy szukać w poszczególnych dyscyplinach Mistrzów i Kapitanów, to się okaże, że każdy z nich ma inną szkołę, inne metody trenowania konia, jeźdźca, inne metody pielęgnacji etc. I żaden z tych Mistrzów, z całym szacunkiem do Przewodniczącego i Zespołu, ich nie zmieni! Co więcej, z całym szacunkiem do Mistrzów, każdy z nich ma słabe strony. Zatem adept czekający i starający się o podwyższenie swoich kwalifikacji będzie musiał jak zręczny aktor, w relacji z Mistrzem kierować się jego zasadami i praktyką, w czasie egzaminu teorią i praktyką zawartą w nowym Podręczniku, pytaniach egzaminacyjnych oraz punkcie widzenia Komisji egzaminacyjnej. Piszę o tym jako osoba, która nie raz doświadczyła powyższych ułomności najróżniejszych systemów edukacji i certyfikacji zawodowej.

Dlatego postuluję o 'powstrzymanie' koni zanim wejdą do rzeki … bo nurt może być zbyt wartki. Zarządzie PZJ, proponuję opublikowanie wszystkich propozycji planowanych zmian i umożliwienie zapoznania się z nimi zarówno środowisku jeździeckiemu jak i specjalistom. Myślę, że nie jedna uczelnia sportowa w Polsce chętnie pomoże i przeanalizuje proponowane zmiany w ramach prowadzanych badań. Tak zebrane fachowe uwagi i wnioski środowiska pomogą wdrożyć system szkoleniowy, który da nam szanse szybkiego rozwoju jeździectwa a przede wszystkim będzie akceptowany przez środowisko.

środa, 2 października 2013

Po MPMK w ujeżdżeniu 2013 ...

Jak podsumować tegoroczną edycję? Myślę, że krótko.

Część właścicieli koni i jeźdźców psioczy na działania PZHK - a cóż organizacja hodwlana ma do poziomu i liczby koni? Przecież nie pracownicy PZHK hodują i trenują konie!

Było kilka bardzo ciekawych koni. Ale część jeźdźców i właścicieli koni zagrywa swoje gorsze konie, te na sprzedaż, żeby po uzyskaniu ew. dobrego miejsca łatwiej i lepiej je sprzedać. Te dobre konie zostają w domu w treningu ... Obok warunków finansowych i pory roku to chyba najważniejsza przyczyna mizerii we Wrocławiu.

Oglądając nagrane przejazdy 4 i 5-latków po kilka razy nie sposób uniknąć smutnej konstatacji, że sędziowie robili chyba wszystko co można, a może i więcej, żeby oceny były nie niższe niż w czasie kwalifikacji, żeby cała impreza nie przerodziła się w 'rzeź' hodowli konia ujeżdżeniowego. Chwała im za to!

Po kilkunastu latach MPMK czas na zmiany.
Czekamy na działania po stronie hodowców, jeźdźców i PZHK.

P.S.
Jeśli chodzi o 6-latki, to jesteśmy po części winni nierozegrania konkursu. Spieszę wyjaśnić, że na 3 konie, które zrobiły normę w kategorii 6 lat jeden był nasz i niestety na 10 dni przed MPMK zakulał. Musieliśmy się wycofać, choć i tak konkurencja byłaby odwołana, ponieważ inny z 3 koni nie został zgłoszony.

Z mojego punktu widzenia jednak nie to jest problelmem -czy w całym kraju są tylko 3 konie sześcioletnie zmieniające nogę w galopie?

wtorek, 17 września 2013

Po Mistrzostwach Polski w Ujeżdżeniu

Mieszane uczucia. To właśnie czuję myśląc o turnieju, który zakończył się we Wrocławiu.

Z jednej strony ekscytacja, bo ujeżdżenie rośnie w siłę. W MP zadeklarowało start 16 par! Gdyby nie zabrakło kilku par GP, stawka osiągnełaby aż 19 par. A jeśli kilka koni z małej rundy dojrzeje, to za rok w MP mogłoby być dobrze ponad 20 par! O ile się nie mylę w Polsce nigdy nie było tyle koni GP jednocześnie. Aż tyle, i niestety tylko tyle, ile dowolny land niemiecki wystawi od ręki i od niechcenia ...

Z drugiej strony targa mną rozterka, że z przejazdów w obu rundach nie jawi się jednolity obraz spójnego i obiecującego systemu szkoleniowego - obok fantastycznych przejazdów były te przeciętne i te, których lepiej nie komentować. Ale to wiemy i o tym czytamy od lat w prasie jeździeckiej. Może nowy system szkolenia, o którym czytamy w oświadczeniu PZJ, coś zmieni ... za 10 lat :)

Cieszy fakt, że część koni było rodzimej hodowli, przygotowanych przez nasze amazonki. Gratulacje! Są to konie bardzo młode, dopiero rozpoczynające karierę. Oby zdrowie im dopisało i za rok powalczyły o laury. Niepokój jednak budzi liczba koni przygotowanych do startów nie przez ich jeźdźców czy amazonki. W procederze zakupu gotowych lub prawie gotowych koni nie ma nic złego. Jest to jeden z lepszych sposobów wyszkolenia zawodnika. Jednak pytanie pozostaje otwarte, czy za kilka lat zobaczymy młode konie przygotowane do poważnych wyzwań przez tych samych zawodników. Bo tylko tym sposobem ujeżdżenie będzie się rozwijało, wzrastało organicznie, bo na rozwój innymi metodami jesteśmy jako naród zbyt ubodzy (większość z nas zdaje sobię sprawę, że kiedy do stajni w Holandii czy Niemczech przyjeżdża Polak to konie z 'małej' stajni pokazuje berajter, a kiedy podjeżdża drogie auto z numerami pisanymi cyrylicą ceny mają o jedno zero więcej a konie z głównej stajni pokazuje nazwisko ze szczytu rankingu FEI).

Podsumowując - umiarkowana radość, nerwowe rozglądanie się i pytanie o 2014 rok - zobaczymy ponad 20 czy raczej bliżej 10 koni w MP? W tym wypadku ilość będzie musiała oznaczać jakość ...

wtorek, 10 września 2013

Czy zawodnik może być uczciwy wobec kupujących konia?

Każdy zawodnik wcześniej czy później stanie przed dylematem - sprzedać czy nie swojego konia. Dzięki sukcesom osiąganym w sporcie trafiają do zawodników rodzice szukajacy koni dla swoich dzieci, amatorzy szukający swojego wymarzonego przyjaciela, pośrednicy i handlarze działający na skalę lokalną czy także tę międzynarodową. Dzięki temu interes się kręci, ujeżdżenie jako sport się rozwija, pojawia się rynek trenerów, usług związanych z jeździectwem (dopasowywanie siodeł, masaże, suplementy, sprzęt, ...) Czy jednak w tym całym zamieszaniu jest miejsce na etykę w biznesie końskim?

Wyobraźmy sobię zawodnika, który w stajni pośród nastu koni ma także tego, który okazał się mniej utalentowany niż zakładano, jest idealny dla amatora, ma dobry charakter, jest zdrowy. Obok tegoż konia stoi drugi, bardzo utalentowany, jednak mniej jezdny, czasami 'odpalajacy wrotki', 'mniej zdrowy w nogi', za to machający kończynami ponad poziom uszu, z ceną tak wysoką jak poziom kopyt w kłusie wyciągniętym ... Nic dziwnego, że właśnie nim interesują się kupcy, szukający konia dla córki, która z kuca ma się przesiąść na pierwszego w swoim życiu konia. Czy zawodnik powinien oczyma wyobraźni zobaczyć dziecko poniesione przez tego drugiego super konia, przerażone i zrażone do jeździectwa na całe życie? Czy powinien wyobrazić sobie co czuje dziecko obwiniające się o to, że ukochany koń zakulał i go boli? A co ze zrujnowanymi marzeniami o starcie na zawodach, do których przygotowywali się od miesięcy czy lat? Czy powinien odmówić sprzedaży konia i zaoferować bardziej odpowiedniego, tego mniej utalentowanego? Czy powinien czuć się odpowiedzialny za dalsze losy każdego konia i kupującego w przyszłości?

Wydaje się, że odpowiedzi są oczywiste ale chyba takie nie są. Ten dylemat kończy się chyba na etapie uczciwego pokazania konia, opisania jego wad i zalet, stanu zdrowia. Być może jeszcze o jeden krok dalej, kończyć się powinien na wyrażeniu opinii o tym dla kogo koń i na jakich warunkach się nadaje i czy zawodniczka sobie poradzi czy nie, jakie ryzyka związane z zakupem widzi.

Ale zawodnik, który należy do wąskiego grona mistrzów, elity, którego nazwisko dzięki sukcesom jest i powinno pozostać synonimem kultury, zaufania i innych wartości kojarzonych z jeździectwem, powinien pójść chyba o jeszcze jeden krok dalej. Kryteria oceny jego uczciwości wobec klientów będą wyśrubowane. Nie może on pozostawić decyzji oraz losów konia i jeźdźca w rękach niedoświadcznych klientów. Musi on na podstawie swojego doświadczenia i oceny ryzyka podjąć decyzję, czasami trudną, i odmówić sprzedaży konia nieodpowiedniemu, niedoświadczonemu czy po prostu nieświadomemu klientowi. Bo jeśli nie on to kto będzie budował zaufanie ludzi niezwiązanych z jeździectwem?

środa, 4 września 2013

O MPMK czyli 'czempionatach' młodych koni ...

Po dłuższej przerwie pora na kilka słów o 'czempionatach'.

Jesteśmy w trakcie tegorocznej edycji MPMK. Za nami skoki. Przed nami pozostałe konkurencje. W tym roku jak i w poprzednich latach 'czempionaty' kojarzyć się będą ze słotą, chłodem, błotem i przeziębieniami. A przecież można zorganizować je wcześniej. Tak jak skok,i inne konkurencje także zasługują na sierpniową imprezę w warunkach sprzyjających nie tylko widzom ale przede wszystkim koniom. Miejmy nadzieję, że zwycięzca przetargu na organizację MPMK w 2014 zaproponuje warunki dogodne do rozegrania zawodów w lecie.

Uczestnictwo w kwalifikacjach do MPMK jako obserwator, członek rodziny zawodnika i właściciel konia pozwoliło mi być świadkiem udręki zawodników startujących w granatowych rajtrokach w 38 stopniowym upale. Czy nie możemy wzorem zachodnich sąsiadów pozwolić zawodnikom startować w eleganckich t-shirtach? Jeśli nie urąga to godności sędziów w Niemczech czy Holandii myślę, że nasi też się nie obrażą :)

Jako właściciel potencjalnego uczestnika MPMK stanąłem przed dylematem, przed którym stawało już przez naście lat MPMK wielu ich uczestników - startować (czytaj płacić) czy nie i dlaczego nagroda za zwycięstwo konia jest wypłacana hodowcy? Szybko przybliżam problem: jestem właścicielem konia, którego wyhodował ktoś inny. Zapłaciłem hodowcy za wynik jego pracy. Przez okres 3 lat łożyłem na utrzymanie konia, trening, starty. Zapłacę wpisowe i boksy MPMK, zapłacę hotel i przejazd zawodnika wraz z koniem. I jeśli się poszczęści mój koń może wygra. Ale połowę nagrody zasłużonej przez zawodnika i właściciela dostanie hodowca! Rozumiem, że dyplom, puchar i flo mu się należą ale nagroda? Ta jest wynikiem treningu i sposobu prezentacji, nagrodą za poniesione koszy. Za wysiłki hodowlane nagrodę hodowca już dostał w postaci zapłaty za konia. Swoją polityką nagradzania PZHK skutecznie zniechęca właścicieli koni wyhodowanych przez innych do startów a promuje starty koni hodowców pod własnym jeźdźcem (czytaj członek rodziny etc). Bo przecież nikt nie ma zamiaru fundować nagród pieniężnych obcym osobom a do tego dochodzi przy dekoracji MPMK. Weźmy przykład hodowcy, który ma 4 letniego konia i musi zapłacić za trening i starty. On dostanie 100% nagrody. Ktoś, kto zajmie miejsce za nim ale nie jest hodowcą konia dostanie 50%. To nie jest sprawiedliwe. Uważam, że PZHK powinno rozważyć przyznawanie nagród jak na każdych innych zawodach. Wtedy podział między zawodnika a właściciela/hodowcę pozostanie umową cywilną pomiędzy nimi.

Na koniec chciałbym poruszyć kwestię kwalifikacji do MŚMK w Verden. A właściwie kwestię decyzji o ich organizacji w dwóch rożnych miejscach, w dwóch rożnych terminach, przy dwóch różnych obsadach sędziowskich. Dzięki takiemu podejściu komisja sędziowska utraciła możliwość porównania dwóch koni o takich samych ocenach żeby wybrać reprezentanta do Verden - nie może ich porównać bo a) są dwie komisje b) w dwóch rożnych miejscach c) w dwóch różnych terminach. Wydaje się, że nie jest to optymalne rozwiązanie. Demotywuje ono zawodników i właścicieli koni i pozostawia miejsce na doszukiwanie się niejasności. A nie ma nic gorszego od braku transparencji w podejmowaniu ważnych dla zainteresowanych decyzji.